Jesienią ubiegłego roku, przy okazji wycieczki do Uniejowa, odwiedziłem wieś Psary. Nieprzypadkowo.

Miejscowość położona jest w Wielkopolsce, zaledwie kilka kilometrów od granicy województwa łódzkiego  i jest w pewien interesujący sposób związana z Łodzią.

Jadąc z Uniejowa, odwiedzanego chętnie przez Łodzian ze względu na baseny termalne, stanowiące jego niewątpliwą atrakcję w kierunku Turku, po prawej stronie drogi dostrzeżemy białą sylwetę kościoła. Sprawia wrażenie, jakby stał w szczerym polu. Kościół inny niż spotykane na tym terenie, Dobre proporcje, strzelista sylwetka, jednolity, biały kolor ścian wyróżniają go w krajobrazie. W zdobieniach elewacji można doszukiwać się cech secesyjnych. Niewiele, jakiś drobny detal w oknach górnej nawy, kolumienki i geometryczne, przestrzenne wzory na tylnej ścianie. Strome dachy i czworokątna w przekroju wieża wychodząca niesymetrycznie z prawej części kruchty oraz podcieniowy portyk tworzą nietuzinkową, elegancką bryłę. Wyczuwa się dobrą rękę projektanta – cenionego, warszawskiego architekta i syna architekta -Jarosława Wojciechowskiego. Doceniamy kunszt, mimo, że w elewacji frontowej wkradła się odrobina chaosu, który być może ma podkreślać styl secesyjny?

Kościół wybudowano tuż przed wybuchem I wojny światowej, w latach 1911 – 1913 na miejscu dawnej, drewnianej świątyni z połowy XVIII wieku, z inicjatywy ówczesnego proboszcza Zygmunta Guranowskiego.

Równie ciekawe i stanowiące główny powód napisania tego tekstu jest wnętrze tej trójnawowej, sklepionej kolebkowo bazyliki i zdobiące je polichromie. Zlecenie na ich wykonanie otrzymał, w 1914 roku, warszawski malarz Eligiusz Niewiadomski, który sławę zyskał nie tyle z powodu osiągnięć twórczych, ale ze względu na fakt zabójstwa w 1922 roku, pierwszego w niepodległej Polsce i pierwszego w historii kraju prezydenta – Gabriela Narutowicza. Właściwym celem zamachu miał stać się były Naczelnik Państwa Józef Piłsudski, ale jego rezygnacja z ubiegania się o fotel prezydenta zmieniła plany zamachowca.

Prawdopodobnie, z powodu niewystarczających finansów parafii Niewiadomski wykonał polichromie tylko w części ołtarzowej prezbiterium. Przedstawiają Chrystusa Króla w tęczy krzyża, u którego stóp klęczą aniołowie, a niżej w formie łuku twarze dwunastu apostołów.

Dziesięć lat później zlecenie wykonania polichromii nawy głównej otrzymał…

… i właśnie to, było głównym powodem mojego przyjazdu do Psar – znakomity łódzki artysta Konstanty Mackiewicz.

Jego życiorys również związany jest z zakończeniem pierwszej wojny światowej i zwycięstwie Polski w wojnie z bolszewikami.

Urodzony w Małorycie koło Brześcia Konstanty Mackiewicz swoją młodość spędził w Rosji. Kształcił się w Odessie, Penzie i Moskwie, poznając najnowsze kierunki w sztuce rosyjskiej i europejskiej początku XX wieku, pod kierunkiem między innymi Wasyla Kandinskiego. Pracując jako scenograf z zainteresowaniem ogląda spektakle znanych rosyjskich reżyserów: Wachtangowa, Tairowa i Meyerholda, których twórczość, jak również rosyjski futuryzm, miała ogromny wpływ na jego późniejsze dokonania malarskie.

Tuż po zakończeniu działań wojennych, już wówczas żonaty, podejmuje wyczerpujące, trwające niemal dwa lata, starania o zgodę władz sowieckich na wyjazd do Polski.

W 1922 roku wraca do kraju i przez Lwów, gdzie przez cztery sezony pracuje, jako scenograf w Operze Miejskiej, w 1926 trafia do Łodzi, podejmując pracę dekoratora w Teatrze Miejskim.

Ciekawym epizodem w twórczości teatralnej była współpraca przy scenografii dramatu Stanisława Ignacego Witkiewicza „Persy Zwierżontkowskaja” w reżyserii Mieczysława Szpakiewicza w 1927 roku. Scenografię wykorzystującą płaskie elementy, które mimo to nadawały scenie przestrzennego ekspresjonistycznego charakteru w całości utrzymaną w intensywnej kolorystyce czerwieni i błękitu można porównać do stylistyki obrazu.

Wykonanie polichromii w kościele, jak się wydaje, to jedyny tego rodzaju epizod w całym okresie działalności twórczej tego artysty. Podobno wykonał je na podstawie projektu Niewiadomskiego. Ale czy to prawda? Mackiewicz to twórca niezależny, odrzucający wszelkie kierunki i konwencje. Idący własną drogą – „rzadki okaz malarza”, jak go określił Stanisław Ignacy Witkiewicz adresując w ten sposób wysłany do niego list.

Trudno przypuszczać, żeby zgodził się na powielenie cudzego pomysłu. Przecież godność artysty była dla niego cechą najistotniejszą. Jeśli polichromie porównamy do scenografii, które w tym okresie wykonywał dla Teatru Miejskiego w Łodzi, można przypuszczać, że to jego dzieło.

Płasko malowane postacie niosących dary Trzech Króli, wyrazista kolorystyka, bogato zdobione szaty są stylistycznie zgodne z jego ówczesną działalnością twórczą.

Druga scena, namalowany już nieco swobodniej, przedstawiają pokłon pasterzy przed Świętą rodziną na tle fragmentu wnętrza góralskiej chaty przypomina typowy projekt scenograficzny. A lekki, impresjonistyczny sposób kładzenia farby stanie się w niedługim czasie charakterystyczny dla malowanych przez Mackiewicza rozświetlonych pejzaży, dzięki którym zyskał największą popularność.

Artysta z wielką swobodą poruszał się w różnych stylach malarskich – ukwiecone wiankami twarze młodych kobiet, namalowane na podtrzymujących łuk tęczowy słupach oraz unoszące się na nim anioły z harfami w dłoniach to już „czysta” secesja.

Odnowione w latach 1986 – 1988 polichromie są w doskonałym stanie, a wpadające przez okna nawy głównej światło podkreśla ich artystyczne walory.

Zachęcam do odwiedzenia tego miejsca. Tym bardziej, że jak przypuszczam, nawet znawcom i wielbicielom twórczości Konstantego Mackiewicza ten epizod w jego twórczości jest nieznany.

 

Mariusz Gaworczyk