„…Dom mój jest wygodny, praktyczny. Dziękuję Wam za to inżynierze.

Wy jednak nie dotarliście do mego serca…

Z kamienia, drzewa, cementu, robi się domy, pałace. To budownictwo. Ale oto chwyta mnie coś za serce, jest mi dobrze, jestem szczęśliwy, mówię: to jest piękne. To jest architektura”. Tak pisał Le Corbusier. Znalazł najtrafniejsze słowa, by wyrazić to co myślisz Ty, ja i on. Bez względu na to, w jakiej łódzkiej dzielnicy mieszkasz. Czujesz to samo. To co się wznosi obecnie w Łodzi to budownictwo. To jeszcze nie architektura. Bez względu na to, co o tym mówimy lub piszemy”.[i]

Tak rozpoczęła artykuł o Łodzi w roku 2000 Alina Poniatowska, dziennikarka Dziennika Łódzkiego, wielka admiratorka łódzkiej sztuki i architektury. Kochała to miasto. Jak dobra matka, która hołubi swoje dziecko, ale też dostrzega jego wady. Artykuł napisała pięćdziesiąt lat temu. Od 2000 roku minęło kolejnych 18 lat.

„Kochasz oczywiście to co masz. Walczysz do upadłego – jeśli masz 17 lat – z rówieśnikami z innych miast zarzucającymi Twojej Łodzi brzydotę… Jeśli przekroczysz czterdziestkę przyznajesz, że owszem Łódź da się lubić ale trudno, by się specjalnie podobała. Jeśli pięknie umiesz mówić, na pytanie: dlaczego pan zamieszkał w Łodzi skoro ona taka a nie inna i co pana w tej Łodzi trzyma – odpowiadasz anegdotką, jak to prawiłeś raz w pociągu jednej pani słodkie słówka i na uwagi kolegów – co ty w niej widzisz przecież ona jest brzydka, odpowiedziałeś – owszem, ale fascynująco brzydka…

Z tej anegdoty prosta droga do wywróżenia dla Łodzi 2000 roku orbisowskiego plakatu: zwiedzajcie Łódź – miasto o urzekającej brzydocie! Tego się nie doczekamy nie tylko dlatego, że nie mamy poczucia humoru, ale dlatego, że tej etykiety o braku urody, przyczepionej nam od dziesiątków lat, chcemy się pozbyć. I jeśli myślimy o Łodzi – 2000, to każdy z nas myśli o czymś pięknym. Tak jak się zawsze myśli o przyszłości.”

 

No cóż, przekroczyłem czterdziestkę, przyznaję, że Łódź da się lubić, ale nadal dla wielu miejsc pozostaje aktualne stwierdzenie, że trudno, by się specjalnie podobała. I mimo, że minęło pięćdziesiąt lat wciąż jeszcze można natknąć się na „urzekająco brzydkie” zakątki. Nadal dla wielu mieszkańców solidna, mieszczańska kamienica z bieżącą wodą, gazem, centralnym ogrzewaniem i windą z początku dwudziestego wieku wydaje się szczytem komfortu i progiem nie do przekroczenia w wyobrażeniach na początku XXI wieku.

Redaktor Poniatowska wraz z mieszkańcami miasta myślała o „czymś pięknym. Tak jak się zawsze zresztą myśli o przyszłości”.

Red. Poniatowska w swoim artykule ubolewa, że „w Łodzi nie mamy instytutów urbanistyki i katedr naukowych trudniących się wizjonerstwem urbanistycznym przyznając, że „mamy pracownię urbanistyczną o której wiemy, że kilka lat pracowała nad planem ogólnym miasta Łodzi, który się zdezaktualizował w wielu punktach zanim został zrealizowany. Że się ten plan weryfikuje i koryguje już kilka lat. Jak wszystkie plany. A także, że opracowano już tzw. Kierunki rozwoju miasta. To jest to, co się w Łodzi może albo powinno przytrafić w tak zwanej perspektywie. Perspektywa to w języku urbanistów nie to, co przed nami ciągle ucieka ale lata 1985 (sic!). Co będzie dalej to tzw. kierunki. Niestety architekt miejski nie pozwolił nam wejrzeć w tajniki owych kierunków, owej Łodzi lat 2000. Prawdopodobnie dlatego, że sądził, że spodziewamy się tam znaleźć to czego tam nie ma – cudów architektury, urbanistycznych baśni i wizjonerstwa na użytek dziecięcych świetlic…”. W tych przewidywaniach myliła się, co do części. Powstał i istnieje w Łodzi do dziś Instytut Urbanistyki i Architektury, funkcjonuje miejska Pracownia Urbanistyczna. A perspektywy i kierunki? Tu się nie myliła. W dalszym ciągu można powiedzieć, że konsekwentnie przed nami uciekają.Zawiodła ją wyobraźnia w zakresie postępującej kariery włókien sztucznych. Przemysł włókienniczy upadł, a „nowoczesne” w latach osiemdziesiątych dzielnice przemysłowe i znajdujące się w nich firmy nie stały się jak przewidywała „skansenami na chodzie”, lecz po prostu przestały istnieć. Jeśli chodzi o inne, opustoszałe liczymy, że znajdzie się inwestor, który będzie miał na nie pomysł… i go zrealizuje.

Bowiem, jak słusznie zauważa „przemysł lat 2000 to sprawa wymagająca solidnego zaplecza naukowego, ośrodków badawczych, biur projektowych, stacji maszyn liczących i wyższych uczelni”.  Twierdzi, że to potężne zaplecze dla Łodzi musi powstać. I tak się stało. Jesteśmy dziś miastem wyższych uczelni. Rozbudowuje się Politechnika Łódzka, powstały nowe budynku Uniwersytetu. Nie powstał jedynie… przemysł. Ale może to lepiej dla miasta? Przecież i tak są już dni, w które prawie nie mamy możliwości oddychania świeżym powietrzem.

W latach pięćdziesiątych planowano budowę zalewu sulejowskiego i poprowadzenie od niego wodociągu dla Łodzi. Pomysł ten został zrealizowany, lecz po upadku przemysłu włókienniczego, wymagającego dużych ilości wody i po uruchomieniu dwóch ujęć głębinowych na Stokach i Teofilowie … stał się zbędny, a miasto wreszcie może poszczycić się jedną z najczystszych wód w Polsce.

Część przewidywań i marzeń Aliny Poniatowskiej okazała się, używając delikatnych określeń, nieco na wyrost. Inne zweryfikował czas i zmieniające się w urbanistyce i architekturze trendy. Czy na pewno chcielibyśmy, żeby wszystkie, wymienione w artykule marzenia i przewidywania się spełniły?

Poniatowska będąc rozsądnym redaktorem zakładała rozwój komunikacji. Nie pomyliła się. Wtedy, gdy pisała artykuł w krajach bardziej od Polski rozwiniętych zaczynało następować nasycenie motoryzacją. Po 50 latach polskie społeczeństwo jeszcze się samochodami nie nasyciło, choć przybyło ich w ilości niewyobrażalnej dla red. Poniatowskiej i jej współczesnych. Do dziś wchłaniana jest każda ilość. Byle tanio i w miarę „luksusowo”. Tylko w roku 2018 sprowadzono do Polski ponad milion używanych samochodów. I jak przewidziała „siedzimy za kierownicą własnych czterech kółek, klnąc na zatłoczone jezdnie i zazdroszcząc tym, których stać na snobizm nieposiadania auta”(sic!).

Można założyć, że zwężanie kolejnych ulic i spowalnianie ruchu jeszcze przez kilka lat nie spotka się z przychylnością i poparciem wielu łodzian, chcących, a często będących zmuszonymi do jazdy samochodami. Nawet, jeśli kopcą, zatruwają, hałasują. Dotyczy to tym bardziej przyjeżdżający do Łodzi mieszkańców aglomeracji: Koluszek, Brzezin, Rokicin, Tuszyna, Pabianic, Zgierza. Dziś są skazani na kolej (trzeba przyznać, że coraz bardziej sprawną i nowoczesną), lub na lokalne busy, które nie zawsze spełniają oczekiwane standardy i zapewniają komfort podróży. Często bardziej przypominjącymi złomowy recykling niż XXI wieczną, nowoczesną formę pokonywania przestrzeni.

Ponadto w sytuacji, kiedy transport masowy nie działa tak, jak powinien – jak powinien możemy sprawdzić choćby w Dreźnie lub w Berlinie – gdzie działa perfekcyjnie nie zwężajmy ulic. Usprawnijmy ruch. W przeciwnym razie miasto się zakorkuje. Nie mając alternatywy mieszkańcy nie zrezygnują z samochodów.

Marzenia o metrze jeszcze długo (o ile kiedykolwiek) się nie spełnią, choć ponoć w krótce ma się pojawić jego namiastka w postaci tunelu kolejowego z kilkoma przystankami pod miastem. Dziś „do szczęścia” bardziej potrzebna jest nam nowoczesna i co również ważne punktualna i zsynchronizowana komunikacja miejska. Póki co, znajdujemy się w czołówce najbardziej zakorkowanych miast.

Jeździmy wyjeżdżamy, kiedy tylko to możliwe na działki, do lasu. Uciekając od miejskiego smrodu i smogu budujemy domy na terenach podmiejskich. Ale tej lekcji również nie odrobiliśmy na pozytywną ocenę. I słaba to pociecha, że dotyczy to całego kraju i są miasta, gdzie stan powietrza jest gorszy niż u nas.

Poniatowska przewidywała, że motoryzacja stanie się siłą, która zmieni miasto najskuteczniej. Tu miała rację! Brukowana kocimi łbami, wąska ulica Główna (dziś Piłsudskiego) została przebudowana w szeroką, poprowadzoną częściowo w „odkrytym tunelu” arterię komunikacyjną. Ulica Kopcińskiego i Al. Włókniarzy, kiedyś wąskie i pokryte brukiem stały się przelotowymi trasami przez miasto. „W 2000 roku będą, mówiąc o nas, stwierdzali, że co jak co ale przynajmniej pozostawili tych kilka wiaduktów, wąskich bo wąskich, ale pozostawili. I nie zrozumieją walk, łez i rozdzieranych szat przy okazji poszerzania z powodów komunikacyjnych ulicy Zachodniej”. No cóż szaty zostały rozdarte, „rozdarta” też została jej wschodnia strona. Do dziś straszy, jakby wczoraj zakończyły się tu działania wojenne lub przeszedł inny kataklizm. Na szczęście od strony ul. Ogrodowej, w kierunku południowym, rozpoczęto zabudowę w dawnych liniach regulacyjnych przywracając jej pierwotny układ, który tak pochopnie usiłowano zmienić. Może w niedługim czasie uda się zabudować cały odcinek do ul. Zielonej i wreszcie po tylu latach od popełnionego błędu wreszcie ucywilizować ten fragment miasta.

Wymieniony w artykule architekt, Aleksander Zwierko twierdził (pamiętam to z prowadzonych przez niego wykładów), że każde miasto powinno mieć swoje centrum. A centrum dominantę. Takimi dominantami miały stać się tzw. Łódzki Manhattan i ciąg biurowców od ul. Piotrkowskiej do Kilińskiego, wzdłuż obecnej Al. Piłsudskiego. Realizację zakończono przed ul. Sienkiewicza. Drugą dominantę miał stanowić kwartał przy dzisiejszym, nowym dworcu Łódź-Fabryczna. Ta lokalizacja ma szansę stać się główną dominantą Łodzi. Wszak w tym miejscu powstaje tak zwana brama miasta, którą stanowić mają dwa pokryte kortenem wieżowce o 15 kondygnacjach nadziemnych i wysokości 55 metrów w najwyższym punkcie. Obiekty nazwane bramą mają, jak twierdzi ich projektant nie przypominać bramy i nie chodziło mu o to, żeby obiekt się podobał (sic!). Myślę, że mieszkańcom Łodzi na tym, żeby budynek się podobał chyba jednak zależy! Ale co tam mieszkańcy. Mają odkryty tunel, do kompletu będą mieli bramę niebędącą bramą. Pełny surrealizm.

Przewidywania z 1969 roku w trzydziestoletniej perspektywie w większości zawiodły lub się nie spełniły. Do doskonałości miastu jeszcze ciągle daleko, choć na pewno jest lepiej niż trzydzieści lat temu.

Nie zapomnijmy o Piotrkowskiej. „Zostanie oczywiście oczyszczona niekoniecznie z tego co trzeba. Nie z powodu kilkuletnich dyskusji ale dlatego, że handel, że komunikacja, innymi słowy szara rzeczywistość zmusi nas do tego. Będzie wyciskała łzy wzruszenia u zblazowanych i jakże zmęczonych nowoczesnością łodzian 2000 roku. Będzie wąskim spacerowym deptakiem niedostępnym dl samochodów…”. To przewidywanie akurat się spełniło. Na pewno była by zachwycona zmianą, jaka nastąpiła na „biglu”. Może nie jest najczyściej, nie zawsze też bezpiecznie, też nie najnowocześniej, ale w porównaniu do lat sześćdziesiątych – nie ma porównania.

 A gdybyśmy dziś zerknęli w przyszłość, co zobaczymy?

Dr hab. Wawrzyniec Rudolf z Uniwersytetu Łódzkiego, specjalista od marketingu terytorialnego i kreowania marki miasta widzi Łódź, jako przestrzeń trochę niewypełnioną. Twierdzi, że brakuje przede wszystkim określenia celu: co chcemy osiągnąć i kim jako miasto chcemy być. Ma nadzieją, że cel będzie związany z Zielonym Expo, które nie stanie się jedynie eventem dla przyjezdnych, ale może poprawić jakość życia. Planowanie wizerunku (miasta) w perspektywie kilku lat na powiązaniu jednorożca z wizją rozwoju miasta, z jego kulturą, kreatywnością nie doprowadzi jego zdaniem do sukcesu. Jak twierdzi: na jednorożcu, daleko nie zajedziemy. Tymczasem wykonany ręką japońskiego rzeźbiarza (?) jednorożec, a w rzeczywistości, jak na razie tylko jego głowa, właśnie do nas przyjechał.

Łódź już pozdrawiała, kreowała, czy teraz ma zamiar dokonać skoku w przyszłość na japońskim jednorożcu? Czy stanie się on zwiastunem lepszego jutra? Być może, przecież Japonia należy do czołówki najbardziej rozwiniętych krajów.

Bardziej realna też wydaje się wizja red. Poniatowskiej przemieszczania się mieszkańców Łodzi poduszkowcami, niż miasto budowane w oparciu o wizję jednorożca.

Ale może nie będzie tak źle. By zakończyć optymistycznie przypomnę, że Łódź została uznana za jedno z najatrakcyjniejszych miast do odwiedzenia w 2019 roku wyprzedzając w prestiżowym rankingu Malediwy, Houston i Ekwador!

                                                                                                              Mariusz Gaworczyk

https://dzienniklodzki.pl/brama-miasta-w-nowym-centrum-lodzi-zobacz-projekt-wizualizacje/ar/11972049

[i] Dziennik Łódzki 1969 Magazyn Świąteczny, bez numeru

Artykuł był drukowany w Kwartalniku Łódzkim nr I/2019[62]