Dach nad głową – społecznicy biorą sprawy w swoje ręce

Dach nad głową

 Społecznicy biorą sprawy w swoje ręce

Problem dostępu do mieszkań wciąż istnieje i wszystko wskazuje, że będzie narastał, mimo iż od przedwojnia podejmowano wiele prób jego rozwiązania lub choćby złagodzenia. Jednym z pomysłów na rozwiązanie tego problemu były spółdzielnie mieszkaniowe, które istnieją i funkcjonują do dzisiaj.

„Sprawa mieszkaniowa należy u nas do najbardziej zaniedbanych nie tylko przez rząd będący na usługach klas posiadających, ale też przez samą klasę robotniczą i jej organizację. (…) Spółdzielnie mieszkaniowe mogą być wykorzystane do częściowego rozwiązywania sprawy nawet dzisiaj, o ile będą odpowiednio zorganizowane i wyposażone w kredyty. Mogą one stworzyć początek przyszłego aparatu, na którym oprze się wielki plan mieszkaniowy klasy robotniczej w Polsce”.[1]

„Sądzimy, że w najbliższym czasie rocznie banki będą sprzedawały zewnętrznym firmom wierzytelności z tytułu kredytów hipotecznych o wartości 5 mld zł.(…) To dużo (…) Doświadczenia światowe wskazują, że szkodowość rośnie w siódmym, ósmym roku spłacania kredytów. A to oznacza, że w okres „psucia” wchodzą właśnie kredyty z lat boomu 2006-08”.[2]

Problem dostępu do mieszkań wciąż istnieje i wszystko wskazuje, że będzie narastał, mimo iż od przedwojnia podejmowano wiele prób jego rozwiązania lub choćby złagodzenia. W dalszym ciągu nie jest łatwe osiągnięcie zdolności kredytowej, a w wielu przypadkach pojawiają się nieprzewidziane wcześniej trudności z jego spłatą.

Już w 1922 roku (!) sąd rejestruje Warszawską Spółdzielnię Mieszkaniową, której pomysłodawcami są Jan Hempel[3], Bolesław Bierut[4] i Stanisław Tołwiński[5]. Pierwszy z nich to „gorąca głowa” – anarchista, który zawsze był wrogiem chrześcijaństwa i kapitalizmu. Uważał, że „kościoły pogodziły się z ustrojem kapitalistycznym, który przecież oparty jest na wyzysku i poniewieraniu człowieka”[6]. Zapatrzonego w Hempla Bieruta nazywa się w Warszawie „molem spółdzielczym”. Młody, dwudziestosześcioletni Tołwiński aktywnie działa w Związku Robotniczych Stowarzyszeń Spółdzielczych. Prezesem WSM zostaje Stanisław Szwalbe, a jej główną siłą napędową i ideologiem będzie Teodor Toeplitz[7]. Największym problemem spółdzielni jest zdobycie środków na finansowanie inwestycji. Rynek komercyjnych kredytów hipotecznych nie istnieje. Pierwsze pół miliona dolarów uzyskują, wykorzystując rodzinne kontakty Toeplitza w Banca Commerciale Italiana. (Jako ciekawostkę można przypomnieć, iż bank ten kredytował, a po stratach poniesionych w czasie I WŚ przejął udziały w fabrykach Poznańskiego, Scheiblera, Geyera i kilku innych średniej wielkości łódzkich fabrykach, które stały się jego własnością lub popadły w zależność finansową, z której nie wydobyły się aż do II wojny światowej).

Pierwsze słowa aktu założycielskiego WSM brzmią: „Celem spółdzielni jest dostarczenie członkom do użytkowania tanich, zdrowych i odpowiednio urządzonych mieszkań drogą samopomocy zbiorowej oraz przy poparciu instytucji państwowych, komunalnych i społecznych oraz zaspokajanie wspólnymi siłami kulturalnych potrzeb członków. Czas trwania spółdzielni jest nieograniczony.”[8]

Według bardzo ostrożnych obliczeń szacuje się, że w kraju brakuje około miliona izb o łącznej powierzchni dwudziestu milionów metrów kwadratowych. W jak tragicznych warunkach żyli ludzie w ówczesnej Polsce świadczą słowa ekonomistki, Zofii Daszyńskiej-Golińskiej z roku 1930: „Samo obliczenie według izb świadczy o tym, jak niskie są nasze wymagania mieszkaniowe. Gdy Anglik mieszka przeciętnie w mieszkaniu o trzech pokojach, a domaga się czterech, gdy w republikach australijskich zastanawiają się, czy rodzinie wystarczy pięć izb, my marzymy o jednej izbie na rodzinę robotniczą, a ta rodzina jest gotowa przyjąć do tej izby sublokatora.”[9]

W ciągu kilku lat w Warszawie zarejestrowano wiele spółdzielni mieszkaniowych – lekarzy, pracowników uczelni, ministerstw, oficerów, a także Profesorów Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej. W większości (ok. 90%) ich członkowie staną się właścicielami powstałych lokali. Jednak na ogół to lokale dla bogatszej klienteli. Mieszkania budowane przez spółdzielnie lokatorskie, jaką jest WSM , nie mogą przejść na własność ich mieszkańców, lecz stanowią tak zwany majątek społeczny. Lokatorzy mogą korzystać z nich tak długo, jak długo opłacają czynsz. Spółdzielnie te nie są dochodowe – to budownictwo społeczne nastawione na mieszkańców, a nie na zyski osiągane z płaconego przez nich komornego. Celem jest powiększanie ilości mieszkań, a nie pomnażanie pieniędzy. Największym problemem spółdzielni jest uzyskanie kredytu. Aby go rozwiązać rząd powołał Bank Budowlany. Jednak bank nie wywiązuje się z przypisanych mu zobowiązań.

Aby choć w części rozwiązać problemy finansowe warszawscy spółdzielcy wzorują się na podobnych zagranicznych inwestycjach, jak osiedle Haselhorst w Berlinie realizowane przez Waltera Gropiusa, czy Weissenhof w Stuttgarcie, gdzie pod kierunkiem Miesa van der Rohe w okresie dwudziestu jeden tygodni (sic!) wybudowano trzydzieści trzy budynki dla masowego odbiorcy. W przedsięwzięciach tych przyjęto założenie, że wysokość czynszu nie może przekroczyć możliwości płatniczych robotnika. W WSM, by obniżyć koszty realizacji próbuje się wprowadzać nowatorskie technologie, a także aktywizować mieszkańców do zarabiania na rzecz osiedla, poprzez zakładanie sklepów, warsztatów, teatru, kina i innych dochodowych przedsięwzięć. Ze względu na wykonawców, którzy próbują naciągać spółdzielców na dodatkowe wydatki władze WSM postanawiają budować własnymi siłami licząc, że sposób ten będzie tańszy i pozwoli na szybszą realizację robót.

Sytuacja mieszkaniowa w Łodzi

W Łodzi problem braku mieszkań był w okresie międzywojennym zaliczany do największych w kraju. W końcu 1929 roku liczba mieszkańców przekroczyła 600 tysięcy pogarszając i tak już trudną sytuację mieszkaniową. W mieście znajdowało się około 115000 lokali mieszkalnych, lecz aż 68% były to lokale jednoizbowe, zamieszkiwane średnio przez pięć osób. „Zagęszczenie mieszkań w takich dzielnicach jak Chojny i Bałuty może być porównywane tylko z barakami w Gdyni, z dzielnicą, którą przez smutną analogię nazwano „chińską” – pisał „Kurier Łódzki”[10] Mimo, że w ciągu jednego tylko 1938 roku wybudowano 300 domów i rozpoczęto budowę następnych 500 nie poprawiło to w większym stopniu tragicznej sytuacji mieszkaniowej rodzin robotniczych.

Ale i w barakach nie wystarczało miejsca dla wszystkich potrzebujących. W jak tragicznych warunkach żyli najbiedniejsi bezrobotni pisał w roku 1932 „Kurier Łódzki” w reportażu opatrzonym sensacyjnym nagłówkiem: „Człowiek jaskiniowy pod Łodzią. Osiedle ludzkie przy cmentarzu żydowskim”: (…) za murami cmentarza żydowskiego na Dołach. (…) na poboczu niewielkiego wzgórza bezdomni nędzarze wygrzebali szereg ziemianek, w których zamieszkało kilkanaście rodzin. Były one oszalowane starymi deskami, nakryte czym się dało. „Do murów cmentarnych tulą się niejako gniazda jaskółcze, sadyby ludzkie (…) Jaskinie pierwotnego człowieka, w nocy cuchnące ścierwem bydlęcym, gniazda, które w takich warunkach opuściłby zwierz leśny i bestia drapieżna, zamieszkali ludzie (…) I siedzą ci ludzie w ciemnych, zatęchłych i wilgotnych norach, w lepiankach przykrytych łozą, chwastem, darniną lub śmieciem. Siedzą w nich jak plama na sumieniu człowieka, jak piętno na czole zbrodniarza”.[11] Prasowe rewelacje w niczym nie zmieniły doli tych ludzi. Osiedle znajdowało się bowiem poza granicami ówczesnej Łodzi i władze samorządowe, mające dość zmartwień na własnym podwórku, nie wykazały zainteresowania losem ludzi mieszkających poza miastem.

Pierwsze łódzkie osiedla spółdzielcze

Idee spółdzielczości mieszkaniowej i budowy tanich mieszkań dotarły również do Łodzi. W krótkim czasie zawiązało się kilka spółdzielni. Na Chojnach, w niewielkiej od siebie odległości powstały trzy osiedla. Już w 1915 roku zawiązało się Towarzystwo Spółdzielcze LOKATOR. Jednak ze względu na działania wojenne do budowy osiedla położonego pomiędzy ulicami Lokatorską, Sejmową, Niemcewicza i Łączną przystąpiono dopiero w 1925 roku. Projekt sporządzili dwaj łódzcy architekci Adolf Goldberg i Wacław Kowalewski. W założeniach miało tu powstać 120 mieszkań. Wybudowano pięć domów utrzymanych w stylu dworkowym, w których zmieściło się 20 mieszkań, każde o powierzchni około 40 m2, a także duży budynek o formach modernistycznych przy ul. Łącznej i kilka mniejszych budynków wielorodzinnych. Osiedle posiadało własną studnię oraz wewnętrzna kanalizację sanitarną. W każdym bloku znalazła się pralnia z suszarnią i maglem. Na osiedlu zaprojektowano świetlicę, przedszkole, sklep, łaźnię a także klub towarzyski, boiska, korty tenisowe i ogródek jordanowski. Spowodowało to jednak zwiększenie kosztów wybudowania mieszkań i w rezultacie zamiast robotników, co pierwotnie planowano, zamieszkali tu głównie nauczyciele.

W obrębie ulic Bednarskiej, Unickiej, Sanockiej i Dygasińskiego, w latach 1930 – 1932 warszawska Pracownia Zakładu Ubezpieczeń Społecznych projektuje domy dla urzędników łódzkiego ZUS. Projekt wychodzi spod ręki znakomitego, choć ze względu na przedwczesną śmierć, mało dziś znanego architekta Józefa Szanajcy[12]. Współprojektantem był Jan Kukulski[13]. Osiedle miało składać się z czternastu budynków. Powstało siedem. Dwa dłuższe, pozbawione ozdób bloki z płaskimi dachami wzdłuż ul. Bednarskiej przeznaczono dla urzędników ZUS. Jeden z budynków wyróżnia się charakterystyczną, wysoką dobudówką wieży ciśnień, która zapewniała dopływ wody do wszystkich mieszkań. Mieszkania dostępne z galerii miały być przeznaczone dla robotników. Osiedle zaprojektowano pod wyraźnym wpływem modnych wówczas, modernistycznych i funkcjonalnych idei Bauhausu i Le Corbusiera. Mieszkania wyposażono w balkony, a pomiędzy budynkami zaprojektowano zieleń – dziś niestety w dużej części zamienioną na miejsca postojowe dla samochodów.

W podobnym stylu, choć nieco skromniejsze osiedle powstało w pobliżu wybudowanego w latach 1927 – 1937 budynku Kasy Chorych pomiędzy ul. Podmiejską i Zimną (obecnie Leczniczą) wg projektu Antoniego Kowalskiego. Po przeciwnej stronie ulicy wybudowano w tym samym okresie (1924 – 1928) szkołę podstawową według projektu Zdzisława Mączeńskiego.

Zgodnie z docierającymi ze Stolicy trendami spółdzielnie zakładali urzędnicy skarbowi, oficerowie, pracownicy banków.

Między ul. Narutowicza i Mostową, w latach 1929 – 1934 wzniesiono Osiedle Spółdzielni Budowlanej Pracowników Zarządu Miejskiego) – dwanaście kilkurodzinnych domów o modernistycznej z dodatkowym budynkiem mieszczącym lokale usługowe oraz mieszkanie dozorcy.

Tuż obok, w tym samym czasie (1923 r.), powstała Kolonia Oficerska w obszarze ulic Kopcińskiego na południe od ul. Narutowicza, Tkackiej 2 i Zelwerowicza 1 według projektu Wiesława Lisowskiego. Budynki zachowały się w niezłym stanie. Niektóre odremontowano i zmieniono ich funkcje – szczególnie popularne są tu kancelarie adwokackie, ale powstał też hotel. Pierwowzorem zabudowy było osiedle na warszawskim Żoliborzu – próba zrealizowania idei „miasta ogrodu”. W Łodzi, przed II wojną tereny te znajdowały się na peryferiach miasta, a choć trudno w to uwierzyć jeszcze w latach 60 XX wieku ul. Kopcińskiego była ulicą brukowaną(!). Na niewielkich działkach wzniesiono budynki w stylu dworkowym, ozdobione kolumnowymi portykami. Nakryte wysokimi, czterospadowymi, łamanymi dachami z lukarnami

W każdej willi mogło zamieszkać osiem rodzin. Kiedyś była to oaza spokoju, dziś ganki przylegają do jednej z najbardziej zatłoczonych arterii miejskich, jaką stała się ulica Kopcińskiego.

W tym okresie wybudowano bardzo ciekawe i broniące się do dnia dzisiejszego osiedle im. Montwiłła Mireckiego. Na jego projekt i realizację rozpisany został konkurs architektoniczny, do którego stanęło wielu liczących się wówczas architektów. Do realizacji przyjęty został, nagrodzony drugą nagrodą, projekt architekta Jana Łukasika (nad którym pracował z M.T. Słońską, J. Berlinerem i W. Szereszewskim). Pierwszą nagrodę zdobył projekt Stefana Manasterskiego i Remigiusza Chodkowskiego z Warszawy. W jednym z mieszkań na tym osiedlu zamieszkało małżeństwo artystów, którzy są dziś wizytówką miasta – Władysław Strzemiński i Katarzyna Kobro.

Równolegle rozstrzygnięty został konkurs na osiedle mieszkaniowe na Nowym Rokiciu, który wygrał zespół Romualda Gutta i Józefa Janowskiego.

Nierozwiązany problem

Mimo licznych prób w Warszawie, Łodzi a także wielu innych miastach Polski do wybuchu II wojny problem mieszkaniowy nie został rozwiązany.

W warszawskim schronisku dla bezdomnych na Annopolu, które przewidziano na około cztery tysiące osób, w 1936 roku zamieszkuje jedenaście tysięcy ludzi w stu piętnastu barakach, z których wiele jest niedokończonych – bez podłóg i okien, po kilka rodzin w jednej izbie. Ustawicznie brakuje żywności, leków opału, podstawowego personelu, także medycznego, w jednej tylko przychodni, czynnej zaledwie sześć godzin w tygodniu. Jeszcze bardzie j tragiczne warunki panują w pierwszym tego typu osiedlu, na Żoliborzu. Na otoczonym płotem i drutem kolczastym terenie stłoczono około czterech tysięcy osób. Prawdziwej liczby nikt nie zna.

Nie lepiej jest w Łodzi, w której wielokrotnie podejmowano próby rozwiązania problemu mieszkaniowego. W wybudowanych osiedlach spółdzielczych, czy Towarzystw Osiedli Robotniczych, mimo że z założenia dla nich miały być przeznaczone, z rzadka zamieszkują robotnicy. Ze względu na zbyt wysoki czynsz, przekraczający ich możliwości, wybudowane osiedla zamieszkują urzędnicy, lekarze, inżynierowie, czy artyści. Dla najbiedniejszych, również w Łodzi, wznosi się osiedla drewnianych, pozbawionych minimalnego wyposażenia sanitarnego baraków min na Nowym Rokiciu i Polesiu Konstantynowskim.

W połowie grudnia 2015 Gazeta Wyborcza doniosła, że „Nowe Centrum (Łodzi) nabiera rozpędu już nie tylko jako idea, ale rzeczywisty projekt (…) że obok przebudowywanego dworca Łódź Fabryczna i odnawianego EC1 (…) część terenu zostanie przeznaczona na budowę mieszkań. I nie będą to mieszkania typowe.” Sześćdziesiąt trzy mieszkania(!) przy ul. Składowej ma wybudować Bank Gospodarstwa Krajowego z przeznaczeniem na wynajem, a pierwsi najemcy wprowadzą się według założeń za trzy lata. „(…)mieszkania będą przeznaczone między innymi dla osób „pracujących, mobilnych i szukających nowych wyzwań”.

Czy znacząco wpłynie to sytuację mieszkaniową i wizerunek miasta? W jego centrum, po części, zapewne tak. Jednak fakt, że zbudowane w 1923 roku, pozbawione elementarnych wygód baraki są do dziś zamieszkane powoduje, iż trudno uwierzyć, że problem mieszkaniowy w Łodzi został rozwiązany.

 

                        Mariusz Gaworczyk architekt IARP

[1]Wypowiedź Stanisława Tołwińskiego z 1921 r. – Filip Springer 13 pięter, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015, str. 48.

[2] Gazeta Wyborcza Piątek 20 listopada 2015, str. 24

[3] Jan Hieronim Hempel, ps. Jan BezdomnyJan BożyJan Wolski (ur. 3 maja 1877 w Prawdzie, zm. 2 września 1937 w Moskwie) – polski marksista, publicysta, tłumacz , filozof i działacz spółdzielczości, członek PPS-LewicyPPS i KPP[1].

[4] Bolesław Bierut (ur. 18 kwietnia 1892[b] w Rurach Brygidkowskich[c][d], zm. 12 marca 1956 w Moskwie) – polski polityk, działacz komunistyczny, agent NKWD[2], Przewodniczący Krajowej Rady Narodowej od 1944, pierwszy przywódca Polski LudowejPrezydent RP od 1947, przywódca PZPR (od 1948 roku jako Sekretarz Generalny, a od 17 marca 1954 I Sekretarz KC), Prezes Rady Ministrów PRL od 1952, Poseł na Sejm PRL I kadencji, członek Komisji Wojskowej Biura Politycznego KC PZPR nadzorującej ludowe Wojsko Polskie od maja 1949[3].

[5] Stanisław Tołwiński (ur. 11 października 1895 w Strzemieszycach, zm. 25 lutego 1969 w Warszawie) – polski działacz społecznypolityk, w latach 1945–1950 prezydent m.st. Warszawy.

[6] Filip Springer 13 pięter str. 46

[7] Teodor Toeplitz (ur. 3 lipca 1875 w Szepetówce[1], zm. 25 kwietnia 1937 w Otrębusach) – działacz spółdzielczy, radny miasta stołecznego Warszawy. Jeden z czołowych działaczy Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.

[8] tamże str. 49

[9] tamże str. 42

[10] Wacław Pawlak „ W rytmie fabrycznych syren” Wyd. Łódzkie, Łódź 1984, wyd. 1, str. 228.

[11] Tamże str. 161

[12] Józef Szanajca zaproponował stacjonującemu w majątku Lachertów (w którym, w tym czasie też był gościem) generałowi Andersowi, że będzie mu służył, jako kierowca – posiadał nowoczesną, sportową Tatrę. Generał przystał na propozycję. Kilka godzin później, w nocy z 24 na 25 grudnia, na drodze pomiędzy Płazowem a Tomaszowem Lubelskim Szanajca ginie trafiony w czoło serią z karabinu maszynowego przez strzelającego z ukrycia Ukraińca.

[13] Kukulski Jan ur. 1901 architekt warszawski (Wydział Architektury PW 1928 r. Pracował w biurze projektów ZUS w Warszawie pod kier. Szanajcy.

Artykuł, w skróconej formie ukazał się w Kwartalniku Łódzkim nr II/2016